Blog Grzegorza Piskalskiego

O biznesie, odpowiedzialności i społeczeństwie

Universitas – wspólnota ludzi uczących się.

Ostatnio, głównie na łamach „Gazety Wyborczej”, toczy się debata o jakości kształcenia (a raczej jej braku) na polskich uczelniach wyższych. Została ona zainicjowana przez prezesa PZU, co dziwnie zbiegło się w czasie z wypowiedzeniem układu zbiorowego w firmie, zwolnieniami grupowymi i protestami pracowników. Mówi się o „fabrykach bezrobotnych”, profesorowie przepraszają absolwentów za to, że przez lata ich oszukiwali co do perspektyw, wytyka się skostniałość, brak innowacyjności, otwartości na świat. Zdaje się, że na naszych oczach pada właśnie mit o tym, że postęp Polski w ostatnich 2 dekadach można mierzyć m.in. liczbą magistrów. Chciałem dorzucić mały kamyczek do tej dyskusji.

Organizujemy właśnie wizytę Polsce działacza organizacji JA! z Mozambiku, jednego z najbiedniejszych krajów świata.  JA! monitoruje działalność największych światowych korporacji wydobywczych, m.in. Rio Tinto czy Vale. W Mozambiku dochodzi w związku z ich działaniami do dewastacji środowiska naturalnego, naruszeń praw człowieka (np. przy okazji wysiedleń ludności tubylczej bez odszkodowania). Niektóre z projektów finansują europejskie banki, w tym takie działające także w Polsce. Korporacje są bardzo zyskowne, a Mozambik pozostaje bardzo biedny, wpływy z podatków są dziwnie niskie w porównaniu do tych zysków. Występuje korupcja na olbrzymią skalę. Typowe problemy związane z neokolonializmem. Nasz gość spędzi w Niemczech, Polsce i Belgii kilka tygodni, weźmie udział w seminariach, spotkaniach ze studentami na kilku uczelniach, walnych zebraniach akcjonariuszy banków, spotkaniach z posłami. Za wszystko w 3/4 płaci Komisja Europejska w ramach programu promocji świadomości w zakresie problematyki rozwoju globalnego.

Zwróciliśmy się zatem do jednej z największych polskiej uczelni, która prowadzi międzynarodowe studia z zakresu problematyki polityki rozwojowej, z propozycją zorganizowania małego spotkania dla studentów. Przekazaliśmy dokładną informację o wizycie w kontekście problematyki Krajów Rozwijających się. Oto odpowiedź.

Witam,

uprzejmie informuję, że władze Wydziału zapoznały się z Państwa ofertą; po jej przeanalizowaniu stwierdzono, że trudno jest zidentyfikować jednoznacznie i wymiernie korzyści dla XXX z współuczestniczenia w tym przedsięwzięciu. Wyrażono także obawę o to czy studenci XXX byliby właściwym audytorium dla takiej prelekcji, jako że nie mamy nic wspólnego ani z wymienionymi koncernami, ani z instytucjami finansowymi, ani grupami interesu. Ponadto nadmieniono, że dziwnym wydaje się ukierunkowanie dyskusji na łamanie prawa przez firmy brazylijskie i europejskie, gdy powszechnie wiadomo, że głównymi eksploatatorami są przedsiębiorstwa z innego regionu świata.

Nie jesteśmy w stanie zagwarantować współpracy, możemy jednak zaproponować wynajem sali na naszym Wydziale na Państwa odpowiedzialność (frekwencja słuchaczy nie może być przez nas zagwarantowana, nie podejmiemy się także aktywnego angażowania studentów w udział w spotkaniu). Podaję szczegóły:

koszt sali: aula XXX (na 200 osób) – 664,20 zł (1,5h)

koszt rozplakatowania – 1 tablica ogłoszeniowa/ doba: 100 zł

Z poważaniem,

XXX

Przy okazji organizowania podobnej wizyty ok. rok temu inna prestiżowa uczelnia odmówiła spotkania ze studentami, ponieważ gość miałby omówić studium przypadku jednego z koncernów, który wkrótce miał sponsorować na tejże uczelni konferencję.

Share on Facebook

bez komentarza

Autor: Grzegorz Piskalski

2 maj 2012 o 5:29.

Czy CSR i ISO 26000 to coś dla MŚP?

Jakiś czas temu wybrałem się na konferencję „Cała prawda o polskim CSR”, zorganizowaną przez Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) w Ministerstwie Gospodarki. Mam nieco mieszane uczucia po tym spotkaniu. Zastanawiam się, czy najbardziej złożony dokument dotyczący CSR (standard ISO 26000) może przydać się do czegoś firmom, które potrzebują najprostszych rozwiązań i narzędzi (MŚP), oraz czy przypadkiem  PARP (powołany głównie do wspierania MŚP) nie jest na dobrej drodze aby dołączyć do sporego grona tych, którzy się potknęli na temacie promocji CSR w sektorze MŚP.

Podczas spotkania zaprezentowano obszerny raport z badań przeprowadzonych na zlecenia PARP przez SMG/KRC i PwC. Zbadano cały przekrój polskich firm (n=850, w tym 100 dużych, reszta mikro i MŚP) na okoliczność wdrażania różnych aspektów standardu ISO 26000, tj. ład organizacyjny, prawa człowieka, relacja z pracownikami, ekologia, zaangażowanie społeczne, uczciwa konkurencja rynkowa i relacje z konsumentami.

CSR w odniesieniu do MŚP jest czymś, co wymaga maksymalnego uproszczenia i koncentracji na praktycznym wdrażaniu jego poszczególnych aspektów. Nie znam bardziej złożonego, kompleksowego i teoretycznego dokumentu odnośnie CSR niż ISO 26000. Tu widzę pewną sprzeczność. Dlatego korzystanie z tego dokumentu przez instytucję powołaną do wspierania MŚP wydaje mi się nieco problematyczne. ISO 26000 dobrze nadaje się jako punkt wyjścia do projektu badawczego, ale raczej na pewno nie do promocji CSR w MŚP. Wiem o czy piszę, bo sam się potknąłem na temacie CSR w MŚP kilka lat temu kiedy współpracowałem przy opracowaniu podręcznika z CSR dla MŚP. Wyszedł z tego całkiem niezły podręcznik z CSR, ale może niekoniecznie dla MŚP.

Pewnym nieporozumieniem wydaje mi się promowanie ISO 26000 jako „normy”, sugerując tym samym że jest to coś co można „wdrożyć” i ewentualnie poddać audytowi na zgodność, podobnie jak popularne ISO 9000 czy ISO 14000. Nie takie było założenie ISO 26000. To z czym być mamy tu do czynienia, to proces przed którym przestrzegało wiele środowisk,  głównie NGO, polegający na przechwyceniu ISO 26000 przez tzw. „ISO lobby” – ludzi żyjących z doradztwa, certyfikacji i normalizacji. Zastanawiam się, jakby miała wyglądać rozmowa z zakładem blacharskim na temat respektowania międzynarodowych regulacji w odniesieniu do ochrony środowiska, lub o ładzie organizacyjnym z jakimś internetowym start-upem lub małym zakładem krawieckim?

Wydaje mi się, że PARP po coś sponsoruje tego rodzaju badania. Można się domyślać, że chce w jakiejś formie promować CSR, być może punktem wyjścia będzie właśnie ISO 26000. Zresztą na spotkaniu była mowa o pomocy publicznej dla firm w zakresie wdrażania CSR. Obawiam się, że promowanie wiedzy o CSR w kontekście ISO 26000 w sektorze MŚP spowoduje, że MŚP dojdą do jedynie słusznego wniosku, że CSR nie jest dla nich. Czyli skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego. Z tego co zrozumiałem z prezentacji badań, i na co wskazuje zresztą sam tytuł projektu, PARP ciekawiło, czy polscy przedsiębiorcy wdrążają normy i standardy CSR, takie jak AA 1000, SA 8000, ISO 26000, czy też elitarny EMAS. Co ciekawe, 27% przedsiębiorców zadeklarowało, że stosują już ISO 26000. Czyni to z naszego kraju pioniera i światowego lidera… Czytaj dalej »

Share on Facebook

bez komentarza

Autor: Grzegorz Piskalski

22 mar 2012 o 13:33.

Jak to jest być biznesmenem w brażny dystrybucji prasy?

Fundacja CentrumCSR.PL zacznie wkrótce realizację międzynarodowego projektu dotyczącego ochrony praw pracowniczych i reprezentacji interesów samozatrudnionych. Liderem w projekcie jest włoski związek zawodowy zrzeszający tego typu pracowników, np. osoby prowadzące kawiarnie, kierowców, przedstawicieli handlowych, pracowników kiosków itp. W związku z projektem zrobiliśmy małe pilotażowe rozeznanie wśród kioskarzy w Warszawie. Mam tu na myśli typowe kioski, które znajdujemy na rogu praktycznie każdego skrzyżowania. Wygląda na to, że prowadzenie kiosku to niezwykle trudny biznes i ciężka praca, a model biznesowy dystrybucji prasy w Polsce jest w znacznej mierze oparty właśnie na wyzysku kioskarzy.

W Polsce w przypadku samozatrudnionych można faktycznie mówić o braku jakiejkolwiek formy zorganizowanej ochrony ich interesów i praw pracowniczych. Nie słyszy się o żadnych organizacjach zajmujących się tym, jedyne co mi się osobiście kojarzy to Stowarzyszenie Poszkodowanych przez ING, ale była to bardziej zorganizowana forma dochodzenie roszczeń przed sądem, niż poprawy warunków pracy. Jeśli chodzi o możliwość działania związków zawodowych w tym zakresie, to może warto odnotować, że aby założyć związek zawodowy, musi się skrzyknąć 10 osób zatrudnionych w danej firmie (powołać komisję tymczasową a następnie ją zarejestrować). Trudno skrzyknąć 10 osób w jednoosobowej firmie. Tu nie ma miejsca dla typowego dialogu społecznego. Trzeba by szukać nieszablonowych rozwiązań, a samym związkom wygodniej jest politykować czy bronić przywilejów pracowników budżetówki i spółek skarbu państwa. Efektem tego jest żenujący poziom uzwiązkowienia w sektorze prywatnym (coś w okolicach 5%), o czym pisałem tu już wielokrotnie.

Dystrybucję prasy w Polsce kontroluję dwie firmy – Ruch i Kolporter. Z relacji kioskarzy wynika, że uzależniają one ich od siebie oferując im coś na kształt franszyzy lub długoterminowe umowy partnerskie. Kolporter chwali się posiadaniem 52% udziału w rynku dystrybucji prasy, a Ruch 40%. Ruch informuje, iż dostarcza prasę do 26 000 kiosków, a bezpośrednio zarządza 6 000 (dziś na portalu “WNP” ciekawy tekst o perypetiach prywatyzacyjnych tej firmy). Myślę zatem że nie przesadzę, jeśli napiszę, że w Polsce w kioskach pracuje armia ok. 100 000 osób.

Rynek prasy jest w kryzysie. Wysokość sprzedaży spada, czytelnictwo przeniosło się przecież do Internetu, ceny spadają, pojawiają się tytuły za złotówkę (wydawnictwa i tak zarabiająca reklamach). Zatem marże są mniejsze, tymczasem koszty prowadzenia punktów sprzedaży rosną. W rezultacie finansowe warunki pracy kioskarzy są bardzo złe, szacuje się iż rocznie zamyka się ok. 1000 punktów.

Osoby prowadzące kioski to praktycznie zawsze samozatrudnieni – osoby, które zarejestrowały działalność gospodarczą. Obowiązuje zasada „jeden kiosk, jeden kioskarz”. Prowadzący kiosk jest najczęściej jego jedynym pracownikiem. Przychody są zbyt małe aby zatrudnić pracownika. Jeśli ktokolwiek pomaga – jest to rodzina. Czasem ktoś „na czarno”. Czytaj dalej »

Share on Facebook

bez komentarza

Autor: Grzegorz Piskalski

24 paź 2011 o 11:42.

Kto CSRem wojuje, ten od CSRu ginie.

EPILOG.

Dn. 25.08.2011 Międzyzakładowa Organizacja Związkowa Nr 3187 NSZZ „Solidarność” Region Mazowsze Pracowników Firm Ochrony, Cateringu i Sprzątania oraz Ochrona Juwentus Sp. z o.o. podpisały porozumienie o współpracy.

Koniec case’a.

Jest taka organizacja, która dość dobrze rozumie, o co chodzi w CSR oraz potrafi do tematu podejść praktycznie, nie tylko teoretycznie. Potrafi także wykorzystać CSR jako narzędzie do realizacji swoich podstawowych celów. Jest to związek zawodowy „Solidarność” Pracowników Ochrony, Sprzątania i Cateringu. Modelowy CSR w praktyce.

Często traktowani z lekceważeniem, pracownicy ochrony, zwani potocznie „ochraniarzami” (poprawniejsza forma to”ochroniarze”), wykonują ciężką i odpowiedzialną pracę – w skandalicznych warunkach, przede wszystkim płacowych. Drogą do poprawy ich sytuacji jest zorganizowanie tych ludzi w związek zawodowy. Bez związków zatomizowani ochroniarze dalej będą, powiedzmy to sobie otwarcie, wykorzystywani. Muszą wywalczyć podwyżki i polepszenie warunków pracy.

Problem jest następujący. Branża ochrony to patologia. Przy stawce 5 PLN za godzinę, ludzie pracują po 400 godzin w miesiącu żeby zarobić 2 000 PLN. Nawet największe firmy na rynku nie chcą podejmować dialogu z pracownikami, których traktują przedmiotowo, w małych lokalnych firmach jest jeszcze gorzej. Utrudniają organizowanie związków, szykanują liderów związkowych. Jeśli chodzi o podwyżki dla pracowników, to firmy ochroniarskie twierdzą, że to klienci marnie płacą i dlatego płace są niskie. Częściowo mają rację, choć gdyby same firmy były zdeterminowane, to wywalczyłyby lepsze kontrakty. Rynek ochrony jest popsuty. Problem częściowo wynika z tego, że „ochroniarze” są praktycznie wszędzie, stoją nawet tam, gdzie są mało potrzebni. Usługa jest tania, więc każdego stać. Cenę płacą ochroniarze.

Solidarność znalazła bardzo prosty patent. W związku z faktem, że rozmowa związku zawodowego z samymi firmami ochroniarskimi często mija się z celem, naciska na kluczowych klientów wynajmujących ochronę, aby ci sprowokowali firmy ochroniarskie do reakcji. Na początku były banki, BZ WBK, Eurobank i Getin Bank. Prezes Banku Millenium dostał nawet nagrodę dla „sknery roku”. Potem na całym świecie związkowcy z UNI-Global pikietowali Citi Bank. Po bankach przyszła kolej na sieć IKEA i słynną, kontrowersyjną akcję „Czy IKEA jest OK?”, za którą agencja PR, która pracuje dla „Solidarności” w tych wszystkich projektach tłumaczyła się przed Radą Etyki PR. Przepraszam jeśli kogoś pominąłem. Ostatnio padło na Deloitte i to jest bardzo ciekawa sprawa, do śledzenia której wszystkich namawiam.

Pracownicy, w tym członkowie Solidarności, mają problem z Juwentusem. Firma nie chce rozmawiać z Solidarnością na temat warunków pracy. Solidarność poprosiła więc na piśmie Deloitte o pośrednictwo, ponieważ Juwentus pracuje dla Deloitte. Deloitte prośbę zignorował, więc Solidarność założyła stronę www „Czy Deloitte jest OK” i prowadzi dialog z Deloitte przez media.

W odpowiedzi, Deloitte wydał oświadczenie, „że firma Deloitte nie posiada w Polsce żadnych nieruchomości chronionych przez pracowników Juwentus, a jest jedynie jednym z najemców w chronionym przez Juwentus budynku. (…) Ze względu na wysokie standardy etyczne i zaangażowanie społeczne Deloitte traktujemy zaistniałą sytuację z najwyższa powagą. Bez względu na argumenty zaangażowanych stron, kroki podjęte przez inicjatorów akcji są dla nas wysoce niezrozumiałe, a wykorzystywanie dobrego imienia firmy Deloitte uważamy za nieetyczne i niczym nieusprawiedliwione.”  W piśmie do Solidarności zawarli kilka ciepłych słów o ochroniarzach, informują że badają sprawę w Juwentusie oraz w firmie, która zarządza ich biurowcem, Knight Frank. W końcu grożą także Solidarności krokami prawnymi w celu ochrony ich marki i dobrego wizerunku, które to wykorzystuje Solidarność.

Warto się zatem zastanowić, co wynika z faktu, iż Deloitte nie posiada nieruchomości a jedynie je wynajmuje, oraz czy wykorzystywanie Deloitte (jak również banków, IKEI oraz tych co już zapewne czekają w kolejce) w sporze Solidarności z Juwentusem jest etyczne, czy nieetyczne?

Po pierwsze trzeba powiedzieć, że Deloitte ma pecha. Równie dobrze mogło paść na KPMG, IBM, Accenture czy PwC, a sprawa mogła dotyczyć nie ochroniarzy ale sprzątaczek, wyszło by na to samo. Myślę że we wszystkich biurowcach jest tak samo. Padło na Deloitte, bo Solidarność w piśmie do Deloitte wskazuje na ich zaangażowanie w doradztwo w zakresie CSR, więc zapewne liczyli na empatię i zrozumienie, zresztą obie organizacje współpracują ze sobą promując odpowiedzialny biznes.

Jeśli chodzi o budynek, to nazywa się on „Deloitte House”, na tym właściwie można by poprzestać. „Dom Deloitte”. Deloitte chwaliło się że ma nową „zieloną siedzibę”, można o tym poczytać na ich stronach. Czyli jeśli chodzi o zielony budynek, to Deloitte go ma, ale jeśli chodzi o ochroniarzy pracujących w tym zielonym budynku za 5-6 PLN na godzinę (tyle średnio zarabiają ochroniarze) i nie mają funduszu socjalnego, to Deloitte już ten budynek „ma” jakby trochę mniej. Oczywiście zgadzam się z Deloitte, Czytaj dalej »

Share on Facebook

komentarze (26)

Autor: Grzegorz Piskalski

15 sie 2011 o 12:31.

Kiedy polegać na ekspertach, a kiedy nie?

Polecam bardzo interesujące i bardzo zgrabne wystąpienie Noreeny Hertz. Pierwszy raz natknąłem się na nią kilka lat temu podczas konferencji w Parlamencie Europejskim. Nigdy nie mogłem zrozumieć jak to się stało że “The Silent Takeover” nie zyskało takiego rozgłosu jak marniutkie “No Logo” N. Klein, jednak siła marketingu marki “No Logo” zrobiło swoje. Myślę, że Paniom i Panom Profesorom z czołowych polskich uczelni ekonomicznych nawet dziś w najgorszych snach nie przyszłoby do głowy, że profesor z Cambridge może wypisywać takie rzeczy, a było to 10 lat temu.

Share on Facebook

bez komentarza

Autor: Grzegorz Piskalski

6 sie 2011 o 13:27.

Better Tag Cloud